header
Weganie a miasto: Dieta surowej żywności i jej efekty na nasze życie. PDF Drukuj E-mail
Wpisał surawka   
sobota, 17 grudnia 2011 05:44

 

Weganie a miasto: Dieta surowej żywności i jej efekty na nasze życie.

Autorka: Victoria Moran

Poniedziałek, 23 sierpień 2010 rok

Tłumaczył: Aleksander Kwiatkowski

 

 

Nie wiedziałam, że będzie to możliwe aby czuć się tak dobrze, budziłam się nie tak dawno temu, myśląc: ?To jest najgłupsza rzecz: jestem już dobrze po pięćdziesiątce a nadal czuję się wyśmienicie?. Wiedziałam, że to było to, za czym opowiadał się, ponad 100 lat temu, Arnold Ehret, nazywając to ?Rajskim Zdrowiem?. Miałam to zdrowie, i fizyczne i emocjonalne. Byłam na niemalże dobrej drodze, przez długi czas. Chociaż spędziłam pierwsze 30 lat, mojego życia, i na imprezach, i na odchudzaniu, raz przybierałam na wadze, następnie ją traciłam, tracąc i odzyskując zarazem pewność siebie, w końcu byłam tym wszystkim zmęczona, poddałam się, byłam otwarta na odrodzenie się od wewnątrz. Spisałam moje doświadczenia, oraz jak inni potrafią to robić, wszystko jest w mojej książce ?The Love-Powered Diet: Eating for Freedom, Health and Joy? (dieta zasilana miłością: odżywianie dla wolności, zdrowia i radości). Odkąd nie odżywiałam się już jedynie po to aby podreperować zdrowie, wtedy właśnie, byłam w stanie przejść na dietę roślinną, podążałam tą ścieżką głęboko, przekonałam się do weganizmu. Nawet wtedy, zrobiłam to tak jak Ghandi rzekł: ?for health of the chicken? (dla zdrowia kurcząt). Była to w miarę dobra dieta dla mnie i mojego zdrowia również. Było łatwo utrzymać figurę i uniknąć chorób serca oraz cukrzycy, choroby które są zmorą mojej rodziny z obu stron, od matki i ojca.

 

Około czterech lat wstecz, poczułam potrzebę przejścia na witarianizm. Nie na 100 %. Nie od razu, niewolniczo lub fanatycznie (jak impulsywna osoba, która się codziennie przejada, robi to bez przekonania, nie radzę sobie dobrze z kaprysami i nowymi sposobami zachowania). Ale moja dusza lub moje komórki, albo coś, co jest głęboko we mnie, naciskało mnie abym zrobiła ten krok. Eksperymentowałam z witarianizmem, przez kilka miesięcy i miałam z tego uciechę. Ochłodzenie które nadeszło na wiosnę, z powrotem nakłoniło mnie do gorących, gotowanych zup, potraw z wyrobów sojowych itp. Lecz później potrzeba zwyciężyła, by powrócić do witarianizmu. Obudziłam się pewnego poranka i nie chciało mi się już więcej gotowanego pożywienia. Nie chciało mi się również następnego dnia. I tak poszło przez spory okres.

Nadal nie jestem na 100 % diecie surowej, i nie robię żadnych zobowiązań. Chcę nadal chadzać z moją córką, do ulubionych przez nią restauracji chińskich, w których podają parowane warzywa i brązowy ryż, sos z czarnej fasoli jako przystawkę. Tej zimy nie będzie już więcej gotowanych zup. Odkąd moja najlepsza pisanina wychodzi wraz z popijaniem napojów typu Starbucks (rodzaj sojowego cappuccino), nie przysięgam, że nie kosztuje wyrobów sojowych, herbatek itp., jadam to po prostu znacznie rzadziej. Całymi dniami jestem w pełni na surowej diecie, od czasu do czasu zjadam coś gotowanego, jest to tylko coś takiego jak gotowany ziemniak, gotowana ciecierzyca, jako dodatki do sałatek. To nie jest ożenek ani żadna religia, to doświadczanie niesamowitej witalności.

Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam, po przejściu na witarianizm, było poczucie szczęścia. Mój poziom ukontentowania wzrósł o kilka stopni. Ludzie zazwyczaj mawiają: ?Jak się masz?? a ja odpowiadałam ?W porządku?. To było w sam raz. Byłam jak najbardziej w porządku. Obecnie, jestem bardziej za odpowiedzią ?Wspaniale!? i to z pełnym przekonaniem. Zamglenia przeszły. Szczęśliwość nadeszła, jeszcze przed wzrostem energii i siły oraz jasności, te ostatnie nadeszły również.

Pijam soki i jadam owoce oraz sałatki, wraz z koktajlami. Jadam niektóre przekąski typu: suszone owoce, surowe desery, witariański chleb oraz sucharki, chrupki z jarmużu, robione w odwadniaczu, ale w większości mnóstwo różnorodnej zieleniny, soków z zieleniny, sałatek z zieleniny, koktajli z zieleniny, sosy z zieleniny. Dodaję moczonych orzechów i nasion do moich potraw i okazjonalnie jadam to wszystko, spożywam awokado kilka razy na tydzień, oraz często używam sałatkowych przybrań, w skład których wchodzi zmielone siemię lniane, olej lniany, zmielone konopie lub olej konopny. Wiem, że nie przesadzam, ponieważ czuję, że wszystko jest w równowadze, jest dożywione, nigdy nie działa zamulająco, nie miałam poczucia, że jestem zbytnio tłusta. Pomimo tego, po przejściu na dietę surowej żywności, spadłam 2,5 kg, co nie było wcale moim zamiarem. Jeżeli po pewnym czasie przybiorę na wadze, też wszystko będzie w porządku.

 

Nie martwię się też o cukier. Spożywam świeże owoce, przerabiam banany w koktajl i robię z nich desery wraz z daktylami, czasami dodaję trochę syropu klonowego. Wiem, że z tego nie jest zbyt dużo cukru. Jedynie jeden raz, gdy zrobiłam sok winogronowo-selerowy, proporcje soku z winogron były zbyt wysokie, a czy odczułam trochę tzw. uderzenia cukru we krwi, w postaci bólu głowy. Teraz już wiem. To wszystko jest dla nas dobre.

Ktoś mi powiedział, gdy po raz pierwszy pozbywałam się następstw niezdrowego jedzenia: ?Nie możesz tego robić z obawy.? Czułam się tak samo przechodząc na witarianizm. To ma być przyjemność i przygoda. Dziwne komentarze na temat cery, poświaty itd. Chociaż wiem, mówimy o warzywach a nie o cudach, wyglądam trochę młodziej niż to jest w rzeczywistości (a znacznie młodziej niż to było 4 lata temu). Zdaję sobie sprawę, że jestem dojrzałą kobietą i nadejdą dni, niezależnie na jakiej diecie by się nie było, że stanę się trochę starszą panią. Ale ten stan został przesunięty. Nie wiem na jak długo, lecz dzisiaj jest to wszystko dla mnie pełne zabawy, gdy podzielę się z kimś moim rzeczywistym wiekiem, wywołuje tym zdziwienie. Trener przyglądający się osobom trenującym w gym-studio, próbuje tą zagadkę rozwikłać: Nie jestem młoda, nie jadam białka zwierzęcego, a buduję masę mięśniową. Jest fajnie, zaprzeczać ogólnie przyjętym poglądom.

 

Chociaż, nie jestem tą aby zaliczać mnie do faworytek tzw. New Age, czy Law of Attraction, z pewnością fascynuję mężczyzn i kobiety w każdym wieku, osoby które chcą tego co ja. Pokazują wszędzie, i jako klientela holistycznego sposobu życia i trenerka zdrowego stylu życia, i w kontaktach zawodowych i jako przyjaciółka. Nie mam ukrytego planu aby kogokolwiek przekonywać, ale gdy ludzie chcą informacji, dzielę się z nimi swoją wiedzą, dlaczego ukrywać przed kimkolwiek ten raj?

 

Jeżeli są zainteresowani, zabieram ich na zakupy. Również do witariańskich restauracji (mam szczęście mieszkać w Nowym Yorku, jest tutaj sporo witariańskich restauracji). Oraz do mojej witariańskiej kuchni, aby przygotować wspaniałe witariańskie dania, które zadziwiają pomysłowością i nowością. Podaję innym radę, która mi pomogła: Nie trać zbyt dużo wagi. Zdaję sobie sprawę, że może to brzmieć jak luksusowy problem, ale na diecie z dużą przewagą surowego, można wystarczająco sobie podjeść.

 

Zaczęłam uwielbiać te składniki odżywcze, jakie są zawarte w zieleninie. Jadać nieprzyzwoicie wielkie sałatki. Robię lemoniadę z zieleniny na bazie sałaty, jarmużu, jabłek i cytryn, w blenderze. Przygotowywuję koktajle z zieleniny, wystarczy wszystkie te owocowe składniki, wsypać do blendera i dodać wspomnianych zielonych składników tj. sałatę głowiastą, sałatę zwykłą, szpinak, jarmuż, zmienią one jedynie kolor koktajlu, ale nie jego smak, a jeżeli dodamy wystarczającą ilość czarnych jagód, to zieleninowy koktajl stanie się purpurowy.

 

Należy zdobyć proste przepisy witariańskie, które nie przytłaczają egotycznymi składnikami i nie wymagają wyszukanych urządzeń. Używam książki z przepisami witariańskimi, autorstwa Jennifer Cornbleet zatytułowaną: ?Raw Food Made Easy? (łatwa w przygotowaniu surowizna), dobra dla jednej dwóch osób, znacznie lepsza książka od nie jednej, dostępnej na rynku.

 

Regularnie pobieram witaminę B12. Wszyscy weganie potrzebują tej suplementacji. Pobieranie witaminy B12 jest niewielkim, dodatkowym kosztem aby być zdrowym weganinem, weganką; to tak jak nakładanie kasku na głowę wsiadając na motocykl, albo całkowite zaprzestanie picia alkoholu przez 9 miesięcy, jest ceną aby mieć zdrowe dziecko. Jest bardzo łatwo pobierać podjęzykowo tabletkę z witaminą B12, robiąc to 3-4 razy w ciągu tygodnia, nawet nie mamy potrzeby tego przełykać, wystarczy ssać. [od tłumacza: można tabletkę rozpuścić i pobierać w postaci roztworu, dodając go do ulubionych koktajli i potraw witariańskich].

Należy brać pod uwagę zażywanie witaminy D, szczególnie gdy unikamy słońca (można zrobić testy na witaminę D), i przyda się również pobieranie omega-3 z glonów (używam suplementu o nazwie V-Pure; ten nie ma oceanicznego posmaku).

 

Spożywam nasiona dyni, zawierają dużo cynku, orzechy brazylijskie zawierają dużo selenu i siarki, glony morskie zawierają dużo jodu i innych mikroelementów.

 

Polecam przeczytać pozycję: ?Becoming Raw? (jak stać się witarianinem), autorstwa doświadczonych dietetyków Brendy Davis oraz Vesanto Melina, po to aby przyswoić solidną dawkę wiedzy, wiedzy uaktualnianej na bieżąco, i być wegano-witarianinem z tryskającym zdrowiem.

 

Szczotkuję zęby zaraz po jedzeniu, szczególnie gdy były spożywane owoce słodkie i kwaskowe.

 

Być uprzejmym dla każdego. Niektóre osoby może pomyślą, że taka osoba jest pozbawiona zmysłów. Inny mogą żartować, że twoje jedzenie nadaje się do królików. Nie przejmujmy się tym.

 

Źródło:
http://www.huffingtonpost.com/victoria-moran/veg-and-the-city-paradise_b_683308.html

 

Poprawiony: piątek, 23 grudnia 2011 18:33