header
Kolejna droga do witarianizmu by Derek Cornett PDF Drukuj E-mail
Wpisał surawka   
sobota, 17 grudnia 2011 11:44

Kolejna droga do witarianizmu by Derek Cornett

Tłumaczenie: Karolina Abramowicz

Jak wskazuje tytuł, jest to kolejna droga do witarianizmu napisana przez kolejnego witarianina. A więc było tak:

Nigdy nie chorowałem, nie miałem nadwagi ani nie zmagałem się ze zdrowotnymi problemami. Byłem troszeczkę powyżej ?normy?. Karmiono mnie piersią przez pierwsze osiem miesięcy życia. Jako niemowlę nigdy nie byłem szczepiony natomiast mama uodparniała mnie za pomocą szczepień w najmniej niebezpiecznym okresie życia, kiedy miałem 3 lata. Byłem karmiony zdrowym gotowanym jedzeniem, głównie przyrządzonym w domu z minimalną ilością fast foodów. Całkiem nieźle. A nawet wspaniale w porównaniu z normalnymi standardami.

Ale później moja mama stała się bardzo zajęta. Miałem wtedy pięć, może mniej lat. Moja mama zawsze była typem osoby, która sama gotowała, sprzątała, zabawiała moją siostrę i mnie i zanim skończyłem dwa lata ,udawało jej się to łączyć z pracą! Teraz nie jest to tak często spotykane, czyż nie? Ale nagle cały ten ciężar, który nosiła przez pięć cudownych, ale także ciężkich lat, po prostu pękł. Zwolniła tempo i dlatego staliśmy się normalną rodziną. Jadaliśmy mniej w barach szybkiej obsługi, mama kupowała więcej ?nie gotowych? posiłków natomiast tata był przez ten czas zbyt zajęty zarabianiem na rodzinę by pomagać w domu.

Zanim moja najmłodsza siostra urodziła się w 1994r, powoli byliśmy wciągani do niezdrowego świata. Aby przybliżyć czytelnikom jak niezdrowy był on dla nas, podzielę się pewną historią:

W przedszkolu, kiedy miałem sześć lat, moja klasa i ja bawiliśmy się w grę z gumowymi misiami (żelkami) :z tymi zachwycającymi, ale niezdrowymi małymi stworzonkami. Kiedy skończyliśmy grę , pani Burnside, nauczycielka, oznajmiła, że możemy zjeść nasze żelki, a następnie spacerować w kręgu dzieci trzymając w ręku paczuszkę cukierków by poczęstować pozostałe dzieci. Każdy wie, że małe dziecko uwielbia cukierki i wszystko co jest słodkie. Jednakże z powodu pouczania mojej mamy stałem tylko ściskając w dłoniach moje żelki aż zaczęły się rozpływać. Nauczycielka zauważyła mnie i zaoferowała więcej żelków patrząc pytająco na resztki misiaczków w moich dłoniach.

?Nie, dziękuję? odpowiedziałem potulnie, ?moja mama nie chce bym jadł słodycze?. Nauczycielka spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem jakby myślała:? Co za matka nie pozwala dziecku na odrobinę słodkości od czasu do czasu? Jakby gumowe misie miały kogoś zabić...? Na ironię, w końcu kiedyś kogoś zabiją.

Później w wieku ośmiu lat, wraz z rodzeństwem odwiedzaliśmy okazjonalnie fast foody. Wtedy przyjmowałem chętnie słodycze nie obawiając się ostrzeżeń mamy o tym jakie są niezdrowe. Chodziłem do lekarza tylko na badania kontrolne ,a ten zapewniał mnie, że jestem zdrowy, jednakże trochę zbyt niski i chudy jak na swój wiek. Moja mama czuła, że to nie jest dobry sposób odżywiania się. Ale czy jest ktoś kto potrafi zarazem odpowiednio karmić dzieci, być dobrą żoną i superwoman? Odpowiedź jest taka, że prawie nikt. Moja mama była coraz bardziej zmęczona, a w konsekwencji my- mniej zdrowi. Szybko się denerwowałem, Chelsea (urodzona w 1990r) zaczęła tyć , natomiast moja mama i Ciara nieustannie narzekały. Zanim skończyłem 12 lat byłem poniżej średniego wzrostu i zacząłem przybierać na wadze. Chelsea natomiast miała nadwagę, a Ciara była nadal ?zdrowa? tylko było ją łatwo zranić (psychicznie i fizycznie).

Wówczas nasza dieta była tzw. ?smutną dietą?.

W wieku 13 lat zacząłem tracić formę chociaż nadal byłem bardzo szczupły, pod oczami miałem worki i stałem się jeszcze mniej aktywny i twórczy niż dotychczas. Chelsea była coraz cięższa, a Ciara stała się oschła.

I wtedy, w wieku 14 lat, kiedy było już z nami naprawdę źle, moje życie nagle zmieniło się na lepsze-zostałem wegetarianinem. Ale nie tylko ja. W 2000r moja mama również .Wróciła do formy ,odzyskała dobry humor. Jednakże mój tata, który był zawsze zwolennikiem mięsa, nie podzielał naszego entuzjazmu. W 2002r ,dzięki mojej ukochanej mamie zdałem sobie sprawę z okrucieństwa rzezi bezbronnych małych zwierząt, które mają duszę i swoje miejsce na ziemi tylko po to by wypełnić nasze odstające brzuchy i uspokoić obawy o białku i witaminie B-12. Zacząłem rezygnować z mojego ulubionego jedzenia: żeberek, pikantnych skrzydełek buffalo, pizzy pepperoni, smażonych krewetek no i oczywiście z hot dogów. Przestawienie się z czerwonego mięsa na drób, a następnie wegetarianizm zajęło trochę czasu. Udało mi się mimo prób ojca aby zabrać mnie gdzieś na ?wielkiego hot doga gdzie mama nas nie zobaczy?. 27 września 2002 zdałem egzaminy końcowe ,zrezygnowałem na dobre z krewetek co uczyniło mnie prawdziwym wegetarianinem. Mój tata nie mógł w to uwierzyć. Moja mama również.

Jednakże nadal nie byłem zdrowy. Wydaje mi się, że częściej odwiedzałem fast foody w roku, w którym byłem wege niż przez całe swoje dotychczasowe życie. Wkrótce jednak to się zmieniło. Moja mama, ku swojemu zdumieniu odkryła cud, dar ze Światłości- surową dietę. Przypuszczam ,że osoby czytające ten tekst są witarianami lub orientują się w tej najlepszej z możliwych diet, więc nie poświęcę czasu na jej wyjaśnianie. Moja mama prosiła, modliła się o cud i odnalazła go. Pewnego razu w Whole Food Market natrafiła na książkę Davida Wolfe?a ?The Sunfood Diet Success System?. Przeczytała ją z uczuciem żalu do siebie, którego chyba większość z nas doświadcza kiedy odkryliśmy witarianizm:? Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam?? To takie proste i oczywiste. Zawsze wiedziałam, że owoce i warzywa są dobre, dlaczego więc nie wzięłam pod uwagę żywienia się tylko nimi?? Im więcej czytała, tym bardziej była przekonana o jej słuszności. Po przeczytaniu książki, opowiedziała mi o tym. ?Wow?, pomyślałem, spodobało mi się to. Wkrótce potem zastosowałem 100% dietę witariańską w ciągu tygodnia podążając za planem diety Davida , który znajdował się na końcu książki. To było największe wyzwanie w całym moim życiu. Po wielu latach jedzenia na mieście i jedzenia gotowanych domowych posiłków przepełnionych toksynami pobudzającymi, żywnością modyfikowaną genetycznie, surowa dieta była, mówiąc zwięźle i wprost-nijaka. Była nudna. Po tygodniu poszedłem do mojej ulubionej restauracji. Myślę, że to ten tydzień całkowicie surowy spowodował jeszcze większą ochotę na niezdrowe, pyszne, ale nadal wegetariańskie jedzenie wiedząc, że któregoś dnia jakoś zostanę witarianinem. Nie przypuszczałem, że stanie się to jeszcze w tamtym roku.

Kilka tygodni później spotkaliśmy Davida Wolfe?a na małym seminarium w centrum Dallas. To zmotywowało moją mamę, a następnie mnie. Jednakże moje rodzeństwo i ojciec nadal przystawali przy swojej diecie.

Po tym jak próbowałem zostać witarianinem dwukrotnie i jak mi się nie udawało, zrozumiałem, że to było to; to był czas aby w końcu przejśc na dietę surową! 27 września 2003,w rocznice mojego przejścia na wegetarianizm, przeszedłem na 100%-ową surową dietę. Moja mama poszła w moje ślady wkrótce potem. Pamiętam to dziwne uczucie, wrażenie podczas pierwszych kilka dni bycia surojadem. Jakbym był w kabinie Apollo 13,a kontrola nadziemna ryczała to pamiętne zdanie: ?Wszystkie systemy sprawne, Houston. Wszystkie systemy sprawne?

Niektórzy mogą się zastanawiać co spowodowało u mnie podjęcie tak ?radykalnej? decyzji. To proste. Przez jakiś czas, nawet odkąd zostałem wegetarianinem, miałem wizje idealnej przyszłości. Dotyczyły mnie, młodego człowieka o niesamowitej sile życia oraz fizycznej i mentalnej sprawności. Dotyczyły mnie jako kochającego męża z doskonałą żoną, która także byłaby witarianką. I w końcu mnie jako ojca kilku dzieci żyjących w dążeniu do perfekcji i dostatku. Chciałem właśnie takiej rzeczywistości; Chciałem tego tak mocno, że aż trudno mi jest to opisać.To była siła, która mną kierowała, to była moja motywacja.

Dzisiaj, 13 miesięcy później, jestem o wiele silniejszy fizycznie i mentalnie niż wówczas kiedy byłem na diecie gotowanej. Jestem szczęśliwy, a szczęście to mogą tworzyć tylko dwie rzeczy na świecie: miłość i oczywiście witarianizm. Mam czysty umysł i jestem na drodze do nowej, lepszej przyszłości, gdzie przyroda i człowiek żyją w pokoju i całkowitej harmonii. Piszę nowa serię opowieści fantasy, która zawiera elementy takie jak bezwarunkowa miłość, surowa dieta, której nie mógłbym sobie nawet wyobrazić jedząc jak dawniej. Jestem we wspaniałym związku z witarianką, na której mi bardzo zależy.

Podążam za moimi marzeniami, ambicjami i życiowym celem. A wszystko to jest możliwe dzięki surowej diecie. Mimo, że ani moje rodzeństwo, ani ojciec nie przeszli na tą dietę (jeszcze nie!), odżywiają się lepiej i dokonują teraz mądrzejszych wyborów dzięki ogromnemu wpływowi diety surowej!

Oto moja cała podróż w kierunku witarianizmu. Śmiało! Nie obawiaj się wyruszyć w swoją własną. A na koniec wszystko co musze powiedzieć to :Dziękuję Ci, mamo.

Derek Cornett

Autor ?The Chronicle of the Light?

www.chronicleofthelight.com

Poprawiony: piątek, 23 grudnia 2011 16:16