header
PDF Drukuj E-mail

 

Tereza Havrlandova - założycielka lifefood w wywiadzie dla Wise Business of Women.

Źródło: lifefood.de

Tłumaczenie:Gracjana Zakrzewska

 

Wise Business of Women: Skłonność Terezy do słodyczy była inspiracją dla idei biznesowej. Dziś jej przedsiębiorstwo jest jedynym w swoim rodzaju producentem wegańskich produktów surówkowych i zatrudnia prawie 100 pracowników, którzy produkują zarówno dla kraju, jak i zagranicy. Jej wizje na przyszłość? "Nie mam żadnych szczególnych celów. Bardzo interesujące jest to, jak daleko to wszystko się rozwija. Płynę z prądem. Obojętnie gdzie mnie zabierze, to tam mnie zabierze". Tereza i jej firma są żywym dowodem na to, że silne, żeńskie podejście do życia, zawierające chaos i intuicję może być skuteczne. Poznajcie Tereze, założycielkę lifefood, właścicielkę i dyrektorkę
do kreatywnego i strategicznego rozwoju przedsiębiorstwa.

Tereza podróżowała i żyła za granicą - we Francji, Nowej Zelandii, Australii, Ameryce. To tam po raz pierwszy natrafiła na produkty ekologiczne, zdrowe, świeże artykuły spożywcze. Szybko zakochała się w frutarianizmie, gdzie spożywa się wyłącznie świeże, chemicznie i termicznie konserwowane surówki, a więc żywotne pożywienie. Wracając
do Czech nie chciała zrezygnować z wyraźnych zalet witarianizmu. Jednak lokalna oferta nie odpowiadała jej wymaganiom. Czeski rynek ekologiczny był jeszcze w powijakach
a oferta owoców i warzyw nie była wystarczająca. Tak więc, Tereza postanowiła jeszcze podczas studiów (później zdobyła wykształcenie na wydziale prawa Uniwersytetu Ekonomicznego w Pradze) importować produkty zza granicy i je sprzedawać.

"Z pewnością nie było moim zamiarem założenie przedsiębiorstwa, które osiąga dzisiejsze rozmiary i zatrudnia tak wielu pracowników. Na początku sama dostarczałam towary
do sklepów. Przechowywałam produkty w domu lub wynajmowałam magazyny, za które płaciłam na dzień albo za paletę. Najpierw importowałam Superfoods (tzw. Superfoods - pełnowartościowe, naturalne źródła substancji odżywczych, które zawierają przede wszystkim witaminy i substancje nieorganiczne), specjalności takie jak trawa jęczmienna, ziarna kakao i algi".

Jednak nie były to artykuły spożywcze, które nadawały się jako obiad czy przekąska. Tereza wiedziała, że w USA jest wiele świeżych, surowych Produktów, którymi można się codziennie odżywiać. Importowanie ich mogłoby kosztować majątek. W ten sposób pojawiła się najlepsza opcja, aby produkować te produkty tutaj, w Czechach. "Myślałam
o tym, aby znaleźć zewnętrzną firmę, która będzie dla mnie produkować produkty, według moich oryginalnych przepisów i składników. Otwarcie mojej własnej produkcji wydawało mi się jak jakaś straszna masakra. Ale to nie funkcjonowało - jakość firmy zewnętrznej była przeciętna, brakowało komunikacji. Mówiąc krótko - to nie było to, czego oczekiwałam. W końcu powiedziałam sobie, że jest tylko jedna możliwość: otwarcie mojej własnej produkcji. Wspierały mnie dwie przyjaciółki i razem wykreowałyśmy pierwszy przepis. Znalazłam starą piekarnię na podwórzu starego domu w centrum Pragi. Istniejące piece zostały przebudowane, aby mogły być wykorzystywane przy maksymalnej temperaturze 42° C, a także, aby zachować wszystkie substancje odżywcze. Znalazłyśmy naszego pierwszego pracownika i rozpoczęłyśmy. Kiedy teraz sobie o tym wszystkim przypominam, był to bardzo niezwykły czas?. To był rok 2007.

Następne 3-4 lata były dla Terezy wyzwaniem. "Nie miałam żadnego dnia wolnego, pracowałam 7 dni w tygodniu, 16 godzin dziennie. Z łóżka do komputera i do pracy
i znów do łóżka. To było okropne, ale nie było możliwości, aby przerwać ten cykl. Pożyczyłam mnóstwo pieniędzy i podjęłam bardzo duże finansowe ryzyko. Z każdym dniem, kiedy zbliżały się miesięczne płatności narastał stres i zapotrzebowanie, aby być
w stanie w ciągu mojego debetu wypłacić pensje dla moich pracowników. Jedyne, o czym mogłam myśleć był strach przed tym, że nie zwrócę tylu pieniędzy, zanim umrę. Pierwszym symptomem, że coś się zmieniło był moment, kiedy bez żadnych wysiłków pozostało mi wystarczająco pieniędzy na pensje. Miesiąc w miesiąc mogliśmy akumulować nasze zasoby pieniężne, aż powoli, ale skutecznie wyszliśmy "na zero".
W 2011 roku po raz pierwszy wykazaliśmy zysk. Od tego czasu jesteśmy coraz lepsi".

Czy było coś pozytywnego w ciągu tych ciężkich lat? "Nie mogę powiedzieć, że było coś pozytywnego, czy negatywnego, każde doświadczenie było doświadczeniem. Doświadczyłam ich wszystkich. Czy mogłabyś zrobić coś innego, aby ułatwić
te doświadczenia? "Pewnie mogłabym pracować wolniej, z lepszymi źródłami finansowania. Ale jak to ładnie powiedziałam na wykładzie: Jeśli chcesz coś zrobić, musisz narazić życie, bez zbytniego spekulowania o zaletach czy wadach. Taka jestem. Skutkiem tego narażenia się jest nie tylko przedsiębiorstwo importowe, lecz dużo więcej: produkcja perfekcyjnych produktów surówkowych - ciasta, herbatniki, batony energetyczne, czekolada, przetwory z orzechów i ziarna, ostatnio także chleb i naleśniki.

Nie jest przesadą, jeśli powiem, że dzięki lifefood bardzo szybko rozprzestrzeniła się idea postępu witarianizmu. Przedsiębiorstwo ekspanduje za granicę, ma swój własny kanał dystrybucyjny i promocyjny w Holandii, Niemczech i Francji, a w Wielkiej Brytanii znajduje się współpracująca firma. Produkty lifefood są sprzedawane w 20 krajach Uni Europejskiej. Jest to imponujące, między innymi dlatego, że przedsiębiorstwo nigdy nie stawiało na klasyczną kampanię reklamową: "Reklama ma wiele form a jedną
z najważniejszych jest produkt sam w sobie", mówi Tereza. "Jest już reklama, w której mam na sobie T-Shirt lifefood- Nie reklamujemy się na plakatach czy w telewizji, takie kanały dystrybucji nie mają sensu. Liczy się smak i perfekcyjna jakość produktu. Dla nas ważny jest przede wszystkim projekt i obecność na targach. A propos projektu: jest
on elegancko, oryginalny i gustowny. "Pewnego dnia stwierdziliśmy, że musimy wyjść z nudnego standardu i jednostajnego projektu ekologicznego. Chcieliśmy być inni
i pokazać, że zdrowa żywność może być seksowna".

A targi? Tak, to jest wyzywające zadanie. Musisz zbudować stoisko, oryginalnie i atrakcyjnie je urządzić a później przez wiele dni być przy nim od rana do wieczora,
w zamkniętym pomieszczeniu, bez światła dziennego. Nocą wszystko jest wkładane do samochodu a następnego dnia zaczyna się od początku. Mimo to był regularny udział w renomowanych targach (np. Biofach w Niemczech i Organic Products Expo w Londynie), które przyniosły wiele doświadczeń i umiejętności. Nie zapominajmy,
że konkurencja nie śpi. ?Zdrowa konkurencja jest w porządku, ona motywuje. Ale są też przedsiębiorstwa, które nas naśladują i kopiują produkty i przepisy. Prawnie nie można niestety nic zrobić. Byliśmy pionierami, teraz powstaje więcej i więcej przedsiębiorstw, zajmujących się witarianizmem. Idziemy naprzód, odkrywamy nowe rzeczy, nowe innowacyjne technologie. Ogólnie rzecz biorąc wierzę w pozytywną energię, która tkwi w naszej pracy  i ludzie ją odczuwają.

Sposób, w jaki Tereza dziś prowadzi swój biznes jest marzeniem wielu przedsiębiorców, jednak niewielu ludzi tworzy taki Happy End od podstaw i z takim radykalnym obciążeniem w wyniku pracy. ?Nie chcę spędzić zimy w Czechach. Świeże owoce, pogoda, słońce i wiatr - to są moje priorytety. Przez około pół roku jestem w krajach tropikalnych. Moi pracownicy, dostawcy i klienci muszą to zaakceptować. Inaczej nie będę w stanie funkcjonować. 95% wszystkich spraw firmowych można załatwić przez Skype. Jedyna rzecz, która nie funkcjonuje w ten sposób to degustacja i zapach, ale do tego mam
co najmniej 3-4 ludzi, których smaku ufam i oczywiście akceptuję fakt, że mogą popełniać błędy. Tak czy owak się zdarzą, niezależnie od tego, czy ja będę na miejscu czy też nie. Pewien odsetek błędów jest dość oczywisty.

Uważasz się za przedsiębiorcę? "Odnosząc się do definicji prawnej, jestem nim na pewno. Wprawdzie nigdy nie określiłabym siebie, jako człowieka biznesu, który usilnie dąży do tego, aby osiągnąć najwyższe zyski i wydajność. Nigdy nie było to moim celem, aby mieć super zarabiające przedsiębiorstwo. Jestem zadowolona, kiedy lifefood zarabia wystarczająco pieniędzy, abym nie musiała obawiać się długów i abym mogła prowadzić szczęśliwe, normalne życie. Transakcje biznesowe, umowy, ustalenia - te wszystkie decyzje podejmuję intuicyjnie za pomocą metody prób i błędów. Także wtedy, kiedy studiowałam ekonomię na uniwersytecie, nigdy nie wchodziliśmy w kontakty z realnym światem, nie z takim specjalnym, jakim jest rynek witarianizmu.

Jak widzimy, przedsiębiorczyni może być bardzo kobieca i dynamiczna. ?Od dzieciństwa jestem "samcem", zarówno w mojej energii, jak i logice. Dzięki mojemu osobistemu rozwojowi przekształciłam część mojej męskiej energii i zaczęłam płynąć z prądem
i zaufałam mu. Po prostu jest dobrze, tak, jak jest. Nauczyłam się, że nie ma sensu zbyt dużo się lansować ani próbować zmieniać naturalnego biegu rzeki.