header

 

 

 

01.07.2017

Godzina 07:52

Jak śpiewa Kult ?Ten dzień przywitał nas ulewą...? Dobrze, że nie zdecydowałem się na namiot, którego ustawienie na schroniskowym terenie było dużo tańsze.

Na śniadanie było kilo nektarynek. Trzeba by w końcu zacząć jeść suszone owoce lub słonecznik to będzie lżejszy plecak.

Dobrze, że mam pelerynę przeciwdeszczową kupiona rok temu specjalnie na tą okazje.

Godzina 10:25

W Bukowinie Tatrzańskiej obok delikatesów ?Na Klinie? jest gościnny przystanek PKS-u, gdzie zeżarłem 5 bananów i surówkę. Zdjęć brak bo nie chce zamoczyć aparatu. Generalnie pada ale dzięki pelerynie górną część ciała mam suchą ale zimną :-).

Godzina 13:30

Słońce mnie już zaczyna podsuszać i peleryna schowana. Okupuje przystanek autobusowy w Białym Dunajcu i myślę czy w prawo czy w lewo. Z lewej widać góry a z prawej chmury. Właściwie to odwrotnie ale jak podchodziłem do przystanku to było jak napisałem :-).

Godzina 16:50

Po około 7 godzinach siedzę ( a bardziej leżę ) w pokoju wynajętym w Szaflarach. Większość trasy była w deszczu, a słońce świeci teraz jak ja już po CIEPŁYM prysznicu i nic nie mam zamiaru robić. Znaczy będę jeść i pic mineralną. Może nawet gdzieś zadzwonię.

 

A tu dzisiejsze zdjęcia:

 

 

 

 

 

02.07.2017

Godzina 7:13

Podkleiłem sobie delikatnie powstające odciski. Mam nadzieję że wysuszyłem buty. Kończę pakowanie i lecę.

Dzisiaj niedziela więc nie mam pewności czy coś kupie w Nowym Targu. Postaram się zjeść coś z zapasów. Dodatkowo się zastanawiam jak tam dojść. Przydałoby się tam pojawić bo liczę na otwarty sklep, ale po drodze jest spory kawałek drogi krajowej. Może nic mnie nie rozjedzie. Może ludzie siedzą w kościele zamiast jeździć samochodami w niedziele ?.

Godzina 10:20

Na przystanku w Nowym Targu dowiedziałem się, że wspieranie żuli to inwestycja. Zupełnie o to nie proszony żul przystankowy dał mi 5 zł :-). W sumie pewnie żulom dałem więcej, ale zawsze to jakiś zwrot z inwestycji. Czas na jakieś suszone ( na słońcu ) owoce bo za długo już je nosze. Wcześniej było jakieś 70 deko bananów i 1,5 litra wody.

Godzina 18:44

Dolazłem do Klikuszowej, gdzie gościu z domu z wielkim napisem ?Noclegi? kazał mi czekać godzinę przed drzwiami aż żona wróci bo on nic nie wie i nie ma z zona kontaktu. Więc odpocząłem na jego gościnnych schodach i trochę się zestresowałem. Poczekałem tą godzinę i z lekka zdenerwowany poszedłem poboczem drogi 47 do Rdzawki. Po drodze spotkałem bardzo fajnego i szkoda, że aż tak głodnego pieska , który z kilkukrotnym narażeniem własnego życia przeszedł na drugą stronę ulicy, żeby mnie ugryźć w reklamówkę, w której była połowa arbuza i dwie wody mineralne. Nie był zainteresowany zawartością, ale czuje, że gdybym go czymś poczęstował to miałbym przyjaciela na resztę drogi.

Ta godzina nerwowego odpoczynku uświadomiła mi coś raczej oczywistego ? trzeba więcej odpoczywać co w sumie przełoży się na więcej godzin chodzonych. Teraz jestem w dwugwiazdkowym hotelu, który był kiedyś czymś w rodzaju szpitala. Jest tuż za znakiem Rdzawka przy stacji paliw jadąc (lub idąc :-) drogą 47 od strony Nowego Targu. Nie ma jakichś wypasionych luksusów ale jest mila obsługa i dużo spokoju.

A w ogóle to okazało się, ze ta połówka arbuza była zepsuta :-(

 

Zdjęcia:

 

 

 

 

03.07.2017

Godzina 9:35

Ogarnąłem się i powoli wychodzę z pokoju. Pierwszy raz w życiu przebiłem odciski. Ciekawe co z tego będzie wieczorem?. Zostawiłem też w pokoju około kilograma niepotrzebnych rzeczy. Może się komuś przydadzą.

Godzina 14:40

Siedzę na przystanku autobusowym w Skale ? nie kończącej się wsi. Mały piesek szczeka na mnie uparcie. Fajne miejsce i fajni ludzie. Dowiedziałem się kto był w Ameryce, a kto jest oszczędny, a kto zmienia pokrycie dachu. Ludzie szukają ze mną kontaktu. Psy też szukają :-). Trochę się kończy woda ? będzie lżejszy plecak. Czas szukać Jordanowa.

Godzina 18:10

Siedzę w Jordanowie i oglądam "Jaka to melodia". Wykonałem dość trudne obliczenia i wychodzi że muszę iść 8 km lub dwie godziny dziennie więcej i może wtedy uda się w ostatni dzień urlopu pojawić w Gdańsku. Obliczenia były dosyć trudne, ponieważ nie mam pewności ile km robię dziennie no i nie wiem jaką trasą pójdę to nie wiem dokładnie ile km mi zostało. Na szczęście stopy chyba zaczęły się przyzwyczajać. Lewa łydka już nie boli. Teraz boli prawe kolano, ale tylko przy schodzeniu w dól. Trzeba ruszać wcześniej. Myślę o przedłużeniu urlopu i zastanawiam się czy w dużych miastach typu kraków iść piechotą czy oszukać trochę i czymś podjechać.

 

I Zdjęcia:

 

 

STRONA 1, STRONA 2, STRONA 3 STRONA 4, STRONA 5, STRONA 6, STRONA 7, STRONA 8