header
Asnyk PDF Drukuj E-mail
Wpisał surawka   
piątek, 16 grudnia 2011 20:26

"Karmelkowy wiersz"

Bywało dawniej, przed laty,

Sypałem wiersze i kwiaty

Wszystkim dziewczątkom,

Bom myślał, o piękne panie,

Że kwiat lub słowo zostanie

Dla was pamiątką.

 

Wierzyłem - zwyczajnie - młody

Że jeszcze nie wyszło z mody

Myśleć i czuć,

Że trocha serca kobiecie

Świetnej kariery na świecie

Nie może psuć.

 

Aniołków brałem na serio

I z śmieszną donkiszoterią

Wielbiłem lalki,

I gotów byłem, o zgrozo,

Za Dulcyneę z Tobozo

Stanąć do walki!

 

Lecz dziś komedię salonu,

Jak człowiek dobrego tonu,

Na wylot znam;

Z serca pożytek niewielki,

Więc mam w zapasie karmelki

Dla dam.

"Ta łza"

Ta łza, co z oczu twoich spływa,

Jak ogień pali moją duszę,

I wciąż mnie dręczy myśl straszliwa,

Że cię w nieszczęściu rzucić muszę.

 

Że cię zostawię tak znękaną,

I nic z win przeszłych nie odrobię.

Ta myśl jest wieczną serca raną,

I ścigać będzie jeszcze w grobie.

 

Myslałem, że nim rzucę ziemię,

Twych nieszczęść szala się przeważy,

Że z ramion ciężkie spadnie brzemię,

I ujrzę radość na twej twarzy.

 

Lecz gdy los na to nie dozwoli,

Po cierniach w górę wciąż się wspinaj,

A choć winienem twej niedoli,

Miłości mojej nie przeklinaj

 

"Jedni i drudzy"

 

Są jedni, którzy wiecznie za czymś gonią,

Za jakąś marą szczęścia nadpowietrzną,

W próżnej gonitwie siły swoje trwonią,

 

Lecz żyją walką serdeczną.

 

I całą kolej złudzeń i zawodów

Przechodzą razem z rozkoszą i trwogą,

I wszystkie kwiaty zrywają z ogrodów,

 

I depczą pod swoją nogą.

 

Są inni, którzy płyną bez oporu

Na fali życia unoszeni w ciemność,

Niby spokojni i zimni z pozoru,

 

Bo widzą walki daremność.

 

Zrzekli się cierpień i szczęścia się zrzekli,

Zgadując zdradę w każdym losu darze,

Przed swoim sercem jednak nie uciekli,

 

I własne serce ich karze!

 

Gdy się potkają gdzie w ostatniej chwili

Jedni i drudzy przy otwartym grobie,

Żałują, czemu inaczej nie żyli,

 

Wzajemnie zazdroszczą sobie

 

"Limba"

 

Wysoko na skały zrębie

Limba iglastą koronę

Nad ciemne zwiesiła głębie,

Gdzie lecą wody spienione.

 

Samotna rośnie na skale,

Prawie ostatnia już z rodu,

I nie dba, że wrzące fale

Skałę podmyły od spodu.

 

Z godności pełną żałobą

Chyli się ponad urwisko

I widzi w dole pod sobą

Tłum świerków rosnących nisko.

 

Te łatwo wschodzące karły,

W ściśniętym krocząc szeregu,

Z dawnych ją siedzib wyparły

Do krain wiecznego śniegu.

 

"Między nami nic nie było"

 

Między nami nic nie było!

Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,

Nic nas z sobą nie łączyło

Prócz wiosennych marzeń zdradnych;

 

Prócz tych woni, barw i blasków,

Unoszących się w przestrzeni,

Prócz szumiących śpiewem lasków

I tej świeżej łąk zieleni;

 

Prócz tych kaskad i potoków,

Zraszających każdy parów,

Prócz girlandy tęcz, obłoków,

Prócz natury słodkich czarów;

 

Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,

Z których serce zachwyt piło,

Prócz pierwiosnków i powojów

Między nami nic nie było!

 

"Miłość jak słońce"

 

Miłość jak słońce: ogrzewa świat cały

I swoim blaskiem ożywia różanym,

W głębiach przepaści, w rozpadlinach skały

Dozwala kwiatom rozkwitnąć wiośnianym

I wyprowadza z martwych głazów łona

Coraz to nowe na przyszłość nasiona.

 

Miłość jak słońce: barwy uroczemi

Wszystko dokoła cudownie powleka;

Żywe piękności wydobywa z ziemi,

Z serca natury i z serca człowieka

I szary, mglisty widnokrąg istnienia

W przędzę z purpury i złota zamienia.

 

Miłość jak słońce: wywołuje burze,

Które grom niosą w ciemnościach spowity,

I tęczę pieśni wiesza na łez chmurze,

Gdy rozpłakana wzlatuje w błękity,

I znów z obłoków wyziera pogodnie,

Gdy burza we łzach zgasi swe pochodnie,

 

Miłość jak słońce: choć zajdzie w pomroce,

Jeszcze z blaskami srebrnego miesiąca

Powraca smutne rozpromieniać noce

I przez ciemność przedziera się drżąca,

Pełna tęsknoty cichej i żałoby,

By wieńczyć śpiące ruiny i groby

 

"Myślałem, że to sen..."

 

Myślałem, że to sen, lecz to prawda była:

Z nadziemskich jasnych sfer do mnie tu zstąpiła,

Przyniosła dziwny blask w swoich modrych oczach,

Przyniosła kwiatów woń na złotych warkoczach;

Podała rączkę swą, szliśmy z sobą razem,

Przed nami jaśniał świat cudnym krajobrazem.

Pośród rozkosznych łąk i gajów mirtowych,

Wiecznie zielonych wzgórz i wód szafirowych

Szliśmy, nie mówiąc nic, a mnie się wydało,

Żem życia mego pieśń wypowiedział całą,

Że z jej różanych ust, jak z otwartej księgi,

Czerpałem tajny skarb wiedzy i potęgi.

Wtem nagle przyszła myśl dziwna i szalona,

Żeby koniecznie dojść, skąd i kto jest ona?

I gdy zacząłem tak i ważyć i badać,

Kwiaty zaczęły schnąć, a liście opadać,

I nastał szary mrok... a ja w swoim biegu

Stanąłem w gęstej mgle na przepaści brzegu.

Strwożony zmianą tą, zwróciłem się do niej,

Niestety, już jej dłoń nie była w mojej dłoni.

Słyszałem tylko głos ginący w ciemności:

"Byłam natchnieniem twym, marą twej młodości!"

I pozostałem sam, i noc świat pokryła...

Myślałem, że to sen, lecz to prawda była

 

"Nad głębiami"

 

Póki w narodzie myśl swobody żyje,

Wola i godność, i męstwo człowiecze,

Póki sam w ręce nie odda się czyje

I praw się swoich do życia nie zrzecze,

 

To ani łańcuch, co mu ściska szyję,

Ani utkwione w jego piersiach miecze,

Ani go przemoc żadna nie zabije -

I w noc dziejowej hańby nie zawecze.

 

Zginąć on może z własnej tylko ręki:

Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,

Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki -

 

I to zwątpienie, co szepcze do ucha:

Że jednym tylko lekarstwem na męki

Jest dobrowolne samobójstwo ducha.

 

"Posyłam kwiaty"

 

Posyłam kwiaty - niech powiedzą one

To, czego usta nie mówią stęsknione!

Co w serca mego zostanie skrytości

Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości.

 

Posyłam kwiaty - niech kielichy skłonią

I prószą srebrną rosą jak łezkami,

Może uleci z ich najczystszą wonią

Wyraz drżącymi szeptany ustami,

Może go one ze sobą uniosą

I rzucą razem z woniami i rosą.

 

Szczęśliwe kwiaty! Im wolno wyrazić

Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi

Ich wonne słowa nie mogą obrazić

Dziewicy, choć jej upadną pod nogi;

Wzgardą im usta nie odpłacą skromne,

Najwyżej rzekną: "słyszałam - zapomnę".

 

Szczęśliwe kwiaty! mogą patrzeć śmiele

I składać życzeń utajonych wiele,

I śnić o szczęściu jeden dzień słoneczny...

Zanim z tęsknoty uwiędną serdeczniej

 

"Sonet I"

 

Jednego serca! Tak mało, tak mało,

Jednego serca trzeba mi na ziemi!

Co by przy moim miłością zadrżało,

A byłbym cichym pomiędzy cichemi.

 

Jednych ust trzeba! Skąd bym wieczność całą

Pił napój szczęścia ustami mojemi,

I oczu dwoje, gdzie bym patrzał śmiało,

Widząc się świętym pomiędzy świętemi.

 

Jednego serca i rąk białych dwoje!

Co by mi oczy zasłoniły moje,

Bym zasnął słodko, marząc o aniele,

 

Który mnie niesie w objęciach do nieba;

Jednego serca! Tak mało mi trzeba,

A jednak widzę, że żądam za wiele

 

"Dzisiejszym idealistom"

 

Czyliż fałszywy wzbrania wam wstyd

Z obłoków zstąpić do ziemian?

I czynnie walczyć o dalszy byt

Wśród życia wstrząśnień i przemian?

 

Czyliż sądzicie, iż spadek wasz

Całą wam wieczność zapewni?...

Że odwracacie od ziemi twarz

Bezczynni, a jednak gniewni?

 

Wprawdzie bogaty wzięliście dział,

Przyjąć dziedzictwo gotowi -

Lecz on na zawsze nie będzie trwał,

Gdy zasiew żniwa nie wznowi.

 

Kto żyje z plonu dawniejszych lat,

Przeżuwa przodków dostatki...

Temu dowództwo odbierze świat,

A mienie - wydrą wypadki!

 

Do tych należy jutrzejszy dzień,

Co nowych łakną zdobyczy -

Kto się usuwa w ciszę i w cień,

Ten się do żywych nie liczy.

 

Dziś hasłem walka - i trudno już

Milczeniem przeczyć jej skrycie.

Dziś trzeba zstąpić w sam środek burz,

Potrzeba walczyć o życie!

 

Na próżno chcecie wykluczyć gwałt

Z duchowej sfery istnienia,

On tylko wyższy przybiera kształt

W głębiach ludzkiego sumienia.

 

Lecz i tu - walka powszechna trwa,

Podlega duchów potrzebie.

A ten zwycięzcą - kto drugim da

Najwięcej światła od siebie

*** (Kiedym Cię żegnał...)

 

Kiedym cię żegnał, usta me milczały

I nie widziałem jakie słowo rzucić,

Więc wszystkie słowa przy mnie pozostały,

A serce zbiegło i nie chce powrócić.

 

Tyś powitała znów swój domek biały,

Gdzie ci słowiki będę z wiosną nucić,

A mnie przedziela świat nieszczęścia cały,

Dom mój daleko i nie mogę wrócić.

 

Tak mi boleśnie, żem odszedł bez echa,

A jednak lepiej, że żadnym wspomnieniem

Twych jasnych marzeń spokoju nie skłócę,

 

Bo tobie jutrznia życia się uśmiecha,

A ja z gasnącym żegnam cię promieniem

I w ciemność idę i już nie powrócę

 

"Bez granic"

 

Potoki mają swe łoża -

I mają granice morza

 

Dla swojej fali -

I góry, co toną w niebie,

Mają kres dany dla siebie,

 

Nie pójdą dalej!

 

Lecz serce, serce człowieka,

Wciąż w nieskończoność ucieka

Przez łzy, tęsknoty, męczarnie

I wierzy, że w swoim łonie

Przestrzeń i wieczność pochłonie

 

I niebo całe ogarnie

 

"Daremne żale"

 

Daremne żale - próżny trud,

 

Bezsilne złorzeczenia!

Przeżytych kształtów żaden cud

 

Nie wróci do istnienia.

 

Świat wam nie odda, idąc wstecz,

 

Znikomych mar szeregu -

Nie zdoła ogień ani miecz

 

Powstrzymać myśli w biegu.

 

Trzeba z żywymi naprzód iść,

 

Po życie sięgać nowe...

A nie w uwiędłych laurów liść

 

Z uporem stroić głowę.

 

Wy nie cofniecie życia fal!

 

Nic skargi nie pomogą -

Bezsilne gniewy, próżny żal!

 

Świat pójdzie swoją drogą.

 

"Do młodych"

 

Szukajcie prawdy jasnego płomienia!

Szukajcie nowych, nie odkrytych dróg...

Za każdym krokiem w tajniki stworzenia

Coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia,

 

I większym staje się Bóg!

 

Choć otrząśniecie kwiaty barwnych mitów,

Choć rozproszycie legendowy mrok,

Choć mgłę urojeń zedrzecie z błękitów,

Ludziom niebiańskich nie zbraknie zachwytów,

 

Lecz dalej sięgnie ich wzrok!

 

Każda epoka ma swe własne cele

I zapomina o wczorajszych snach...

Nieście więc wiedzy pochodnię na czele

I nowy udział bierzcie w wieków dziele,

 

Przyszłości podnoście gmach!

 

Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,

Choć macie sami doskonalsze wznieść;

Na nich się jeszcze święty ogień żarzy

I miłość ludzka stoi tam na straży,

 

I wy winniście im cześć!

 

Ze światem, który w ciemność już zachodzi

Wraz z całą tęczą idealnych snów,

Prawdziwa mądrość niechaj was pogodzi -

I wasze gwiazdy, o zdobywcy młodzi,

 

W ciemnościach pogasną znów!

Poprawiony: wtorek, 12 lutego 2019 13:49