header
Wywiad z Michell May część 1 PDF Drukuj E-mail
Wpisał surawka   
wtorek, 20 grudnia 2011 20:42

 

Wywiad z Michell May część 1

 

 


Alex: Czym się Pan zajmuje? Uczy Pan czy prowadzi konsultacje?

Mitchell: Działam na wielu płaszczyznach. Wraz z Synergy Co. zajmuję się potężnym przedsięwzięciem, jakim jest kierowanie naszymi projektami i zarządzanie wszystkim począwszy od uprawy sadzonek do suszenia na zimno oraz liofilizowania naszej żywności, po pakowanie produktów; to wszystko robimy na całym świecie.

W tej chwili zajmujemy się blisko 400 różnymi materiałami. Poza stanem Utah mamy pełen wachlarz najnowocześniejszego sprzętu do produkcji. Ponad 30 osób pracuje w pełnym wymiarze godzin, a produkcja trwa 24 godziny na dobę. Oprócz tego mam żonę i dwójkę dzieci, to wszystko jest po prostu niesamowite. Ludzie z całego kraju kontaktują się ze mną prosząc o konsultacje albo interwencję. Ostatnio mam coraz mniej czasu na indywidualne sesje uzdrawiania dłońmi. Nie mogę się doczekać, kiedy znów do tego wrócę.


Mitchell: A czym Pan się zajmuje?

Alex: Jestem właścicielem rawguru.com i kilku innych stron internetowych. Zajmuję się cateringiem witariańskich przyjęć, chodzę do szkoły i jestem już prawie gotowy do wypuszczenia na rynek nowej linii wegańskich produktów do pielęgnacji jamy ustnej.


Mitchell: To ciekawe! 

Alex: Owszem. Pracuję nad nią już od jakiegoś czasu i uważam, że te produkty mogą pomóc wielu ludziom, o ile tylko pospieszę się z wprowadzeniem ich do sprzedaży.


Mitchell: Nigdy nie zagłębiałem się w temat problemów stomatologicznych, ale wiele osób ich doświadczyło. Sam jem dużo jagód i wiem, że takie wysoko-kwasowe owoce, mogą być wyjątkowo szkodliwe dla szkliwa.

Alex: Jakiś czas temu pojechałem do Portland w stanie Oregon, gdzie miałem okazję zbierać soczyste i dojrzałe czarne jagody. Niestety, jedzenie ich sprawiało mi ból.

Mitchell: Mieszkałem kiedyś w miejscu zwanym ?The Farm? (Farma). Nie wiem czy kiedyś o nim słyszałeś- w latach sześćdziesiątych to była duchowa, wegańska wspólnota licząca tysiące ludzi. 35 lat temu uprawialiśmy ziemię i nie mieliśmy za bardzo pojęcia o witarianizmie, ale interesował nas weganizm. Uprawialiśmy pomidory, a ponieważ nie byliśmy zbyt bogaci, nie było mowy o żadnych frykasach, takich jak owoce. Miałem ogromną ochotę na świeże produkty, a niestety w tamtym czasie wielu wegan je gotowało. Zbierając pomidory z pól, potrafiłem zjeść od 30 do 40 owoców jednego dnia. W kącikach ust tworzyły mi się nadżerki i ból utrzymywał się kilka dni. Teraz jestem o wiele ostrożniejszy.

Alex: Uwielbiam pomidory, należą do moich ulubionych owoców- są soczyste i pełne słodyczy. Sałatka nie ma sensu, jeśli nie dodamy do niej pomidorów.

Mitchell: Dobrze, przejdźmy do Pana pytań ? będę odpowiadzał najlepiej jak potrafię.


Alex: Jakie dwa przymiotniki mogłyby opisać Pana najtrafniej?

Mitchell: Wybranie jednego określenia byłoby trudne, ale to, co pierwsze przychodzi mi do głowy to ?ekstatyczny?. Miałem dużo szczęścia, w tym, że udało mi się osiągnąć poziom świadomości, na którym czuję niewypowiedziane szczęście zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i duchowej. Kiedy spada poziom tej energii, jest to dla mnie sygnał, że tracę kontakt z rzeczywistością. Powodem, dla którego odżywiam się w ten sposób jest chęć utrzymania tego ciągłego doświadczenia, kiedy ciało fizyczne wchodzi na poziom duchowych uniesień.

Alex: Czy jest jeszcze coś, co uważa Pan za charakterystyczne dla swojej osoby? 

Mitchell: Bardzo lubię niespodzianki. Nie wiem jaki przymiotnik byłby tu odpowiedni, ale lubię być zaskakiwany tym, co ma nadejść. Życie jest zaskakujące i potrafi zaprowadzić nas w tyle nowych miejsc, których nawet sobie nie wyobrażaliśmy. Wciąż się uczę, dojrzewam, a moja zdolność pełniejszego przeżywania tego, czego doświadczam nieustannie się rozwija.


Alex: Czy była w Pańskim życiu jakaś osoba, która wpłynęła na Pana w znaczący sposób? Proszę nam o niej opowiedzieć.


Mitchell: Z pewnością taką osobą był dla mnie Jack Gray, mój mentor. Miałem bardzo poważny wypadek, o którym być może słyszeliście- ponad czterdzieści złamanych kości, i mam tu na myśli złamania złożone, zerwane mięśnie, przebite płuca, zanik funkcji wątroby, utratę wzroku i cały szereg innych komplikacji, które z perspektywy medycyny tradycyjnej wydawały się nieuleczalne. Po licznych badaniach okazało się, że ten mężczyzna podobno miał dar pobudzania uzdrawiającej siły w ludziach. Mój stan, który można było nazwać beznadziejnym przypadkiem medycznym, doprowadził do naszego spotkania. Z chwilą gdy zjawił się na mojej drodze, wiedziałem, że wiele się od niego nauczę o sekretach życia. Od niego dowiedziałem się wszystkiego nie tylko o uzdrawianiu, ale i o tym jak ważne jest odżywianie. Pomógł mi znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania dotyczące tego jak jedzenie może wpłynąć na naszą świadomość, jak zachować w pokarmach życiodajną siłę i jak wzmocnić siły witalne poprzez odpowiednie odżywianie. Nauczyłem się jak dostrzegać więcej, niż tylko składniki pokarmów - minerały, witaminy, węglowodany i aminokwasy, białko i dostrzegać twórcze siły i energię, które się za nimi kryją. Jak przy obróbce, suszeniu czy zbieraniu produktów z pól, zachować istotę tej energii, a nawet spotęgować jej właściwości. Spędzałem z nim 7 dni w tygodniu, 20 godzin na dobę. On dosłownie wlał we mnie tę wiedzę, a ja czuję się teraz odpowiedzialny za to, by ją głosić dalej.

Ta znajomość była nieodzowną częścią tworzenia Pure Synergy. To jeden z moich sposobów na podzielenie się życiową energią z innymi. Ludzie mogą dotrzeć do tej energii na poziomie komórkowym.

Jack ułatwił mi to przebudzenie, choć wcześniej sam próbowałem to zrobić na wiele sposobów. Miało to dla mnie głęboki sens.

W latach siedemdziesiątych kolejną osobą, która podsyłała mi pacjentów, a ja jemu, był dr Bernard Jensen. To była cenna znajomość, bo uczyłem się od niego wielu rzeczy, np. tego jaką wartość przypisywać jedzeniu oraz jak leczyć za pomocą odpowiedniej diety i ziół.


Alex: Jak rozwinął Pan Pure Synergy i skąd bierze Pan te wszystkie egzotyczne rośliny, grzyby, algi i inne produkty?


Mitchell: Kiedy leżałem w szpitalu, Jack wprowadzał mnie w stany głębokiego transu. Wyobraźcie to sobie- jestem na intensywnej terapii, podłączony rurkami do aparatury, od stóp do głów w gipsie, nie dają mi szans na ocalenie nóg, i oto ten mężczyzna pobudza pewne siły zarówno we mnie, jak i moim otoczeniu, aby wesprzeć i przyspieszyć proces leczenia. To było szalone doświadczenie. Godzinami intonował pieśni, kładł na mnie swoje dłonie. Poznałem prawdy o stanach świadomości. Będąc w tych stanach, widziałem wzory geometryczne i zaciekawiło mnie, co jest naturą tych kształtów i częstotliwości, a ponieważ mieliśmy dostęp do centrum medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego, który wyposażony jest w niewiarygodny sprzęt, mogliśmy monitorować i rejestrować te subtelne energie, które są poza zasięgiem naszych zmysłów.

Mieliśmy do dyspozycji fotografię kirlianowską , mikroskopy elektronowe, światło spolaryzowane oraz urządzenia energetyczne, które były w stanie wyłapać energię cząsteczki. Kiedy opowiadałem o moich doświadczeniach, Jack twierdził, że są to niektóre z sił twórczych, które składają się na fizyczne istnienie i że niektóre planety, grzyby, jagody, warzywa, wodorosty, maja w sobie te zależności, poniekąd wpisane w siebie wzory, więc spożywając pewne produkty, mogą one przekazać te informacje nam, ludziom. Sposób w jaki te produkty były zbierane, suszone, podgrzewane, gotowane, krojone albo mieszane, mógł wpłynąć na to czy zatrzymały w sobie zdolności lecznicze czy tylko te odżywcze. Zatem przez lata musieliśmy rozwinąć specjalne procesy, łącznie z przygotowaniem gleby, aby upewnić się, że to co uprawialiśmy, zbieraliśmy i suszyliśmy, zachowa te właściwości. Jedynym sposobem, jaki znaleźliśmy, żeby akumulować najwyższe poziomy energii, było przygotowywanie wszystkiego w próżni, bez kontaktu z tlenem. Niskie temperatury pomagają zachować wszystkie właściwości enzymatyczne, a produkty mają wystarczająco niską wilgotność.

Podczas suszenia należy chronić produkty przed ultrafioletem, zarówno podczas samego procesu, jak i po jego zakończeniu. W ten sposób można skoncentrować i zachować energię, a nie tylko wartości odżywcze, jak to jest w przypadku ?super żywności? (superfood).

Żywność ta ma w sobie dużo białka, witaminy B, węglowodanów i oczywiście to wszystko stanowi bardzo dobry budulec, ale nie ma w sobie właściwości regeneracyjnych.

Wynaleźliśmy i stworzyliśmy potrzebny sprzęt, więc wszystko możemy robić sami dla siebie.

Nie mamy żadnych pośredników. Wszystko co wytwarzamy jest wyłącznie dla Synergy.

Wszelkie badania i projekty finansujemy z własnych środków. W tej chwili pracujemy na ponad 300 składnikach. Wiele firm zgłasza się do nas po materiały. Nie wszystkie jednak udostępniamy.


Alex: Dlaczego nie udostępniacie wszystkich materiałów?


Mitchell: Niektóre z nich są wciąż w fazie badań, a kiedy ludzie zdają sobie sprawę jak kosztowne są te badania, często rezygnują. My nie godzimy się na kompromisy. Mamy na przykład szafran, prawdziwy z certyfikatem potwierdzającym, że jest to produkt organiczny, ale kosztuje on 6-7 tysięcy dolarów za kilogram. Większość klientów przyzwyczaiła się do cen oscylujących między 1-2 tysiące, więc nie chcą płacić więcej. Tak jest z całym naszym asortymentem. Musimy robić wszystko jak należy, aby zachować tę życiową iskrę. Sprawia mi to wielką przyjemność.

Poprawiony: piątek, 29 czerwca 2012 08:08