PRZEGLĄD POTRAW ?ROXANNY? Z PERSPEKTYWY WITARIANKI
- Details
- Created on Saturday, 17 December 2011 01:55
- Last Updated on Friday, 21 July 2023 05:46
- Written by surawka
- Hits: 2164
PRZEGLĄD POTRAW "ROXANNY" Z PERSPEKTYWY WITARIANKI
Styl surowego, ożywionego menu.
Larkspur, Kalifornia
Autorka: Cecilia Ines Benjumea
Tłumaczył: Aleksander Kwiatkowski
Od ponad roku niecierpliwiłam się, aby zajrzeć do restauracji Roxanne. Wzięłam to wszystko pod uwagę, doceniłam korzyści z podążania wg. nowego wegano-witariańskiego stylu życia już od 12 miesięcy. Kiedy mój chłopak zrobić rezerwację miejsc już na cały miesiąc przed wigilią z niecierpliwością liczyłam dni, kiedy to nastąpi. Chciałam tam pójść po części z tego, że zapoznałam się z tym co piszą i co opowiadają o ?Roxanne?; a również dlatego, że nie często się zdarza, że wegano-witarianie mają okazję udać się to restauracji serwującej menu w ich guście.
Kiedy wreszcie zjawiliśmy się ww. restauracji pierwszą rzeczą jaką zauważyliśmy to bardzo uprzejmą obsługę. W ?Roxanne? traktuje się klientów po królewsku. Osoby obsługujące są bardzo uprzejme i służą wszechstronną pomocą. Zauważyłam również przyćmione oświetlenie przez co wydaje się jakby każdy ubrany był na szarawo; na stolikach wydawało się, że stoi duża ilość pucharów z winem. To jest zupełnie inaczej jak w innych witariańskich restauracjach, których do tej pory bywałam; zastanawiałam się czy jedynie my podążamy wegano-witariańskim stylem życia, czy czasem pozostali jedynie tego próbują, traktując to jako nowość. Atmosfera jest definitywnie pierwszej klasy (ang. felt posh) i zgaduję, że to czego można było się spodziewać po restauracji (tej klasy) dla koneserów (wybrednych smakoszy).
A teraz o daniach. Pierwszą rzeczą którą zamówiłam było ?Green Roxie?. Na które składało się pocięte w plasterki jabłko (ang. apple combo), korzeń mniszka lekarskiego z dodatkiem soku z imbiru podanego w małych lampkach (typ mały Martini). Zgaduję 5 dolarów za takie nowości to wygląda jak popijanie zielonego Martini! Ojciec mojego chłopaka zamówił Migdałowy Napój (ang. almond nog), który również podano w lampkach typu Martini. Powiedział, że to było dobre, kelner wyjaśnij nam, że zawiera ekstrakt owocowy, tak więc nie jestem pewna czy był termicznie obrabiony czy też nie.
Następnie przyszła pora na przystawkę (ang. appetizer). Zamówiłam pikatną zupę dyniową. Była wspaniała. Była lekko ogrzana nie mogłam uwierzyć, że nie była gotowana; jedynie to co miałam bym do zarzucenia to, że podano mi ją w małym naczyniu, naczyniu wielkości mniej więcej filiżanki do herbaty. Mój chłopak wraz ze swym ojcem zamówili pizzę. Ww. pizza były przygotowana z serka z orzechów nerkowca, nie jestem pewna czy to było również surowe, biorąc pod uwagę, że orzechy nerkowca jakie spotykałam były z reguły termicznie traktowane [zobacz: artykuł: Orzechy nerkowca]. Ww. kawałki pizzy były sporawe, w przybliżeniu wielkości wieczka do pojemnika z kawą. Ww. pizza była oleista zawierała oliwki. Mój faworyt to jej przybranie t.j. młodociana zielenina, ale mogło być jej znacznie więcej. Matka mojego chłopaka zamówiła sałatkę z warzyw morskich, za to dodatkowo $2. Otrzymała 4 garście młodocianych glonów morskich, marynowanych w różnych sosach. Spróbowałam sałaty morskiej była wyśmienita, niepodobna do innych glonów morskich jakie do tej pory próbowałam. Osobiście mogłabym polecić sałatkę z glonów morskich, okazała się wyśmienitą przekąską ponieważ wydaje się, że objętościowo zawiera znacznie więcej niż inne przekąski; ww. posiadała unikalny aromat, zawiera najprawdopodobniej znacznie mniej tłuszczu od większości innych przekąsek tutaj serwowanych. Mój chłopak zamówił ?Pad Thai? jako drugie danie. ?Makaronik? był zrobiony z młodych pasków kokosowych. Smakował wspaniale, ale jak dla mnie był zbyt słony i znów... bardzo mała porcja.
W końcu przeszliśmy do dań głównych. To było dla mnie rozczarowanie, danie główne jakie zamówiłam było nawet mniejsze od przystawek (przekąsek). Zamówiłam tamales (potrawa aztecka) w sosie mole (aztecki sos zrobiony z proszku chili, orzechów, sproszkowanych przypraw, kakao itp.), ww. knedliki ?tamales? nie były większe od moich palców. Tamales zrobione były z kukurydzy oraz serowatych orzechów barwy pomarańczowej. Natomiast sos ?mole? zawierał czekoladę, gotowaną czekoladę!!! tak więc to nie było w 100% surowe. Wg. mojego smaku nie powiedziałabym aby smakował wyśmienicie i był podobny do słodkiej kukurydzy pokrytej prawdziwym tamale. Nie polecam tamales jako dania głównego ponieważ było przede wszystkim zbyt małe. Za to wszystko wraz z filiżanką zupy zapłaciłam 29 dolarów, za takie małe ilości!!! Ale tym razem umknęła mi duża sałatka, podobne sałatki przygotowuję w domu. Na szczęście moje niezadowolenie nie skończyło się nawet po skosztowaniu tego co inni zamówili. Matka mojego chłopaka zamówiła lasagna. Było małe, ale smakowało to dobrze, może trochę za słone i zbyt oleiste jak dla mnie. Ojciec mojego chłopaka zamówił talerz curry o konsystencji śmietanki, z subtelnym posmakiem, który nie zagłuszał zbytnio podniebienia. Ww. curry było dobre, ale wydaje mi się że najlepiej pasowało do ?potraw śródziemnomorskich? jakie zamówił mój chłopak. To było około 4 garści pożywienia, osobiście mogę to polecić jako najlepsze danie główne, naprawdę warte tego. W skład ww. dania śródziemnomorskiego wchodził surowy humus oraz sucharki, dwa dolmas (potrawa oparta na liściach winogronowych), dwa falafels (potrawa oparta o bataty lub nasiona roślin strączkowych) z sosem cytrynowo-sojowym, oraz niektóre rodzaje małych sałatek greckich. Ww. dolmas posiadały wewnątrz orzeszki pinii i pasternak, ale dla mnie ww. było to znów zbyt słone i zbyt oleiste. Co do humusu, to teksturę miał jednorodną oraz delikatny posmak. Sucharki które podano wraz z humusem były wspaniałe. Ww. były serowate i chrupiące tak jak najlepsze sucharki jakie pamiętam, nawet je przewyższały. Ww. falfel był dobry, a sos cytrynowo-sojowy rzeczywiście smakował jak jogurt. Ww. mała sałatka była również smaczna i znów wg. mnie zbyt słonawa i oleista.
Na deser mój chłopak zamówił suszone jabłka z cynamonem oraz na wierzchu pokryte lodami. Kelner wyjaśnił, że desery czekoladowe nie są w 100% surowe ponieważ czekolada była gotowana. Suszone jabłko (apple crisp) z cynamonem było wspaniałe, a ww. lody były zrobione z mleczka migdałowego wraz z miodem, zanim poczułam ten przepyszny smak już to zjadłam, znowu zbyt mało... Gorąco polecam ww. jabłko (apple crisp) z lodami migdałowymi. Zakończyliśmy ten wieczór herbatką (też to nie jest surowe) z mleczkiem migdałowym. Dla 4 osób ww. ?zabawa? kosztowała ok. 200 dolarów włączając w to inne dodatki. Na zakończenie, dania które mogę polecić to: sałatka z morskich warzyw (z przystawek), śródziemnomorskie danie (z dań głównych), oraz suszone jabłko z cynamonem i lodami migdałowymi (z deserów).
Czy ogólnie mogę polecać Roxanne? Tak i nie. Jeżeli chcesz spróbować potraw ekskluzywnych restauracji, w tym sensie stwierdzam: tak. Jeżeli dla ciebie to żaden wydatek, aby płacić sporawe sumki za parę garści pożywienia i uwielbasz różnorodne potrawy orzechowe, oleiste, słonawe, również mówię: tak. Jeżeli stać cię na to, pójść, aby zobaczyć co jest tam ?grane?, to również mówię: tak. Ale jeżeli jesteś świadomy(o)m, w pełni wegano-witarianinem (-witarianką), który/a chce spożywać pożywny posiłek to w takim wypadku nie polecam Roxanne. Zabrało mi ok. 4 dni abym doszła do siebie z ww. obciążenia, zakwaszenia, soli zawartych ww. potrawach. Zwykle nie spożywam takich składników jak ocet, sól i inne produkty solone, miód, czekolada, oraz olej, a przede wszystkim nie wszystko na raz i nie w takich ilościach! Na szczęście, jak najszybciej powróciłam do moich posiłków owocowych i pokaźnych rozmiarów sałatek z zieleniny. Jeżeli miałabym zajrzeć do Roxanne to przebywała bym tam znacznie krócej. Następnym razem będę zamawiała jedynie wybrane surowe potrawy, osobiście jestem tak samo kreatywna w kuchni, aby spożywać to co najlepsze wraz z przyjaciółmi i z ukochanym. Jest wtedy o wiele, wiele zdrowiej i o wiele, wiele taniej.
Uwaga:
Przedstawione tutaj opinie są moimi osobistymi opiniami, chociaż wydaję o ?Roxanne? mieszane sądy, osobiście gratuluję ?Roxanne? za pionierskie serwowanie surowych potraw, oraz za ekologicznie samowystarczalny charakter. Również czuję się zadowolona, że wysoki procent dochodów przeznaczony jest na organizacje charytatywne. A co do potraw; to co mogę zarekomendować to nie próbować wszystkich potraw jakie są w menu za pierwszym razem.
Od tłumacza
Jak widać z tego artykułu autorka bardzo jest rozczarowana tym jak inni rozumieją witarianizm. W tym wypadku podejście autorki jest wyraźnie za 100% wegano-witarianizmem, witarianizmem bez żadnych termicznie obrobionych dodatków, ostrych przypraw wraz z solą oraz ekstrahowanych olejów.


