Rayshon Manley

Źródło: veganbodybuilding.com

Tłumaczenie: Katarzyna Burak

 

 

Nazwisko: Rayshon Manley
Rok urodzenia: 1991 r.
Wzrost: 6 stóp (183 cm)
Waga: Częste wahania w granicach 180-200 funtów (ok. 82-90 kg), obecnie 193 funty (88 kg)
Miejsce urodzenia: Akron w stanie Ohio
Obecne miejsce zamieszkania: Charleston w Południowej Karolinie
Dyscyplina sportu: podnoszenie ciężarów

 

 

Moje wyniki:

  • wyciskam na ławeczce max 360 funtów (ok. 163 kg)

  • maksymalny wycisk nogami pod kątem 45% - 1300 funtów (ok. 590 kg )(robię po 2 serie ? to moje ukochane ćwiczenie, napisz maila to prześlę film)

  • mój czas w biegu na 1,5 mili (2,41 km) to 8 minut 37 sekund

  • wznosy barkami robię z hantlami o wadze ok. 57 kg

  • podnoszę 395 funtów (ok. 179 kg) w martwym ciągu

  • robię brzuszki z obciążeniem 300 funtów (ok 179 kg)

  • ?a skręty tułowia przy obciążeniu 250 funtów (113 kg)

  •  

Powiedz nam coś o sobie, czym się zajmujesz, jakie są twoje zainteresowania, hobby, pasje?
Cześć, mam na imię Rayshon i jestem wegańskim kulturystą (chociaż do tej chwili nie myślałem w ten sposób o sobie). Jestem szefem konserwatorów floty w Amerykańskich Siłach Powietrznych. Zajmuję się maszyną C-17 GlobeMaster III, najnowszym, najbardziej niezawodnym i wiarygodnym transportowcem naszego lotnictwa. Jest to ogromny strategiczny transportowiec wykorzystywany w misjach humanitarnych i do pomocy ofiarom klęsk żywiołowych na całym świecie. Służył np. w akcjach humanitarnych podczas wojny na Haiti, czy przy zaopatrywaniu w żywność ofiar huraganu Sandy. Jest przeznaczony na długie dystanse, idealny do zadań o zasięgu globalnym. Bardzo usprawnia misje pokojowe , no i wspiera morale oraz ducha bojowego Amerykanów. Mimo że C-17 został zaprojektowany tutaj w USA, również 8 innych krajów posiada te samoloty, zakupione od Boeinga (który w 1997 r. połączył się z pierwotnym producentem C-17 i swoim niegdysiejszym konkurentem, firmą McDonnell Douglass). Moja praca przy C-17 obejmuje ogromny zakres czynności, począwszy od uruchomiania i restartowania silnika samolotu, naprawiania usterek i konserwacji podzespołów, urządzeń i części, poprzez nadzorowanie i przeprowadzanie przeglądów pod kątem prawidłowości konserwacji, aż po niezliczona liczbę innych czynności, jednym słowem....jestem mechanikiem . Zajmuję się samolotami, ale jestem po prostu mechanikiem. Chociaż na pewno żaden mechanik samochodowy nigdy nie zdobędzie tak specyficznych umiejętności, jakich można nabyć w pracy z samolotami. Pod wieloma względami jesteśmy o krok od fizyki rakietowej, chociaż dla ludzi, z którymi pracuję rozłożenie na części pierwsze turboodrzutowego silnika Pratting & Whitney PW2000 to po prostu rutyna. Jestem artystą słowa mówionego, co oznacza, że zajmuję się performancem poetyckim (niegdyś zawodowo), i zagorzałym czytelnikiem. Jak się czegoś uczę, to zawsze jestem żądny wiedzy. Kocham również taniec, jestem maniakiem komputerowym (zacząłem programować w wieku około 10 lat i piszę na klawiaturze z prędkością 144 słów na minutę), i zapamiętałym graczem ? jak tylko dorwę jakąś konsolę ? model czy gatunek gry nie mają znaczenia.


Dlaczego zostałeś weganinem?
Po podstawowym szkoleniu wojskowym byłem bardziej wytrzymały, niż na początku, ale słabszy fizycznie, no i cięższy o 25 funtów (11 kg) bo karmili nas często, a stres był permanentny. Kiepsko się czułem, a szczególnie frustrował mnie własny wygląd, gdyż zbędny tłuszcz zgromadził się w okolicy trzewnej, czyli po prostu wyhodowałem sobie brzuszek. Kiedy zostałem przeniesiony do kolejnej bazy postanowiłem sobie, że ostro zawalczę o swoją formę fizyczną i tak zaczęła się moja przygoda z weganizmem. Zacząłem od krótkiej przygody z czymś, o czym teraz wiem, że było metoda okresowych postów, przeszedłem na wegetarianizm, a po dwóch tygodniach tak przywykłem do wegetariańskiej diety i do tego stopnia nie miałem problemu z jej utrzymaniem, że postanowiłem ?pójść na całość? i przejść na weganizm czyniąc go elementem mojego nowego zdrowego stylu życia. To, poza wstąpieniem do armii, była najlepsza decyzja w moim życiu.

 

Kiedy i dlaczego zainteresował Cię fitness?
Zaczynając się odchudzać wiedziałem, że dla efektów jakich oczekiwałem niezbędna jest nie tylko zmiana diety, ale też ćwiczenia, które z góry znienawidziłem. Obolałe mięśnie, hektolitry potu, frustracja ciągłym porównywaniem się ze stałymi bywalcami sali gimnastycznej demotywowały mnie do tego stopnia, że przez całą drogę z koszar żałowałem decyzji o pierwszym wyjściu na siłownię. Nie miałem pojęcia o kulturystyce, zestawach i harmonogramach ćwiczeń, ani ćwiczeniach umożliwiających osiągnięcie oczekiwanych przeze mnie efektów. Brak przygotowania w moim przypadku był eufemizmem i wiedziałem, że będę tylko małą rybką w gigantycznym stawie siłowni. Tak rozmyślając dotarłem do siłowni. W dużej mierze moje obawy się spełniły (może właśnie DLATEGO, że miałem ich tak wiele), z wyjątkiem jednej rzeczy: absolutnie mi nie przeszkadzało, że wszyscy dookoła byli w dobrej formie, a ja nie. Nakręcony pragnieniem i determinacją, by lepiej wyglądać i być silniejszy, od razu postanowiłem nauczyć się właściwego sposobu ćwiczeń. Od początku i konsekwentnie zadawałem ludziom niezliczone pytania, naśladowałem wszystko to, co robili inni i dawałem wszystko z siebie przy każdym ćwiczeniu. Tego pierwszego dnia spędziłem w siłowni 4 godziny, które minęły niepostrzeżenie, wykonałem kompleksowy trening całego ciała nie zdając sobie z tego sprawy i ku własnemu wielkiemu zaskoczeniu...było mi z tym DOBRZE. Kop adrenalinowy, gdy patrzysz na sztangę zanim za nią chwycisz, krew krążąca we wszystkich kończynach, uczucie wyczerpania po wysiłku? Zakochałem się w klimacie siłowni i jej energii.


Czy jako weganin napotkałeś jakieś trudności w związku z twoją służbą wojskową, a jeśli tak, to jak sobie z nimi radziłeś?
Ciągle muszę sobie z tym radzić. Zwykle, gdy kogoś pytam dlaczego sądzi, że nie dałby rady tak jak ja, słyszę, że nie umiałby wyeliminować z diety mięsa, bo po prostu za bardzo kocha mięso. Bądźmy szczerzy... kto go nie kocha? Ja w pewnym sensie również uwielbiałem mięso. Dla kubków smakowych smaku umami na naszych językach mięso jest niezastąpione, ale jeśli chodzi o osiągi sportowe to dieta wegańska jest nie do pobicia. W szczególności dla mnie samego: W gronie współpracowników i przyjaciół, a nawet znajomych z siłowni zainteresowanych moją dietą, przez weganizm jestem uważany za geja, pytany jak sobie radzę jedząc tylko trawę, albo słyszę sakramentalne ?A jak ty dostarczasz swojemu organizmowi białka, bo chyba nie z roślinek?... Myślałem, że mięso jest pod tym względem niezastąpione.? od osób tkwiących w żywieniowej ignorancji, nieświadomych, że zwierzęta uważane za bogate źródło białka w codziennej diecie zjadają inne zwierzęta, które są roślinożerne lub zwierzęta wszystkożerne, które zjadają te roślinożerne albo też same jedzą wyłącznie rośliny, co oznacza, że wołowina ?produkowana jest? z trawy, a nie mięsa. Zwykle pytam takie osoby czy kiedykolwiek widziały goryla, a jeśli tak, to pytam czy był duży, a gdy już odpowiedzą, to pytam czy wiedzą co jedzą. W dziewięciu przypadkach na dziesięć nie mają pojęcia, a ci co wiedzą są zaskoczeni gdy nagle uświadamiają sobie sens własnej odpowiedzi. Zbyt wielu ludzi w armii przyjmuje za pewnik ideę nieodzowności jedzenia mięsa, szczególnie w kontekście testosteronowego kultu macho kojarzonego z kulturystyką, aby w ogóle rozważać mój styl życia, czy zdać sobie sprawę, że również oni MOGLIBY go spróbować. No ale to jedna z przyczyn, dla których kocham mój weganizm ? mogę śmiało powiedzieć, że jedząc wyłącznie żywność pochodzenia roślinnego podnoszę dwukrotność własnej masy prawie każdą z moich grup mięśniowych. Jak on to ROBI? ?Pewnie dzięki sałacie. Bo ludzie myślą, że tylko tym się żywimy. Odkąd zmieniłem dietę spotkałem jednego wegetarianina, ale żadnych innych wegan.

 

Jak opisałbyś twoja codzienna dietę?
Na co dzień jadam w stołówce, więc nie jest on szczególnie ciekawy. Codziennie zjadam 150 g czekoladowego proteinowego Vega Sport, zwykle z dodatkiem wody i banana, ale poza tym głównie wegańskie pokarmy serwowane w danym dniu przez stołówkę, raczej niewyszukane i monotonne, prawie jak w więzieniu. Z owoców dostajemy głównie banany, jabłka i pomarańcze, brązowy ryż, kalafior, brokuły, gotowaną włoszczyznę, fasolkę z kukurydzą i tłuczone ziemniaki jako nieodłączny dodatek. Błonnika dostarczam sobie czasem dzięki automatowi z chlebem i precelkami, jeśli akurat działa. Są też inne opcje, ale to jest dla mnie standard, do jakiego przywykłem. Jedyny powód, dla którego jeszcze od tego nie zwariowałem to NIESAMOWITY bar sałatkowy w naszej stołówce. Na sam widok człowiek się uśmiecha. Prawie codziennie pochłaniam cudowną ogromną sałatkę ze świeżego szpinaku z mnóstwem dodatków.

A jak wygląda twój program ćwiczeń?
Jest CAŁKOWICIE PRZYPADKOWY. Uczciwie nie twierdzę jednak, że w tym moim ?szaleństwie? jest metoda. Dowiedziałem się wszystkiego, co się da na temat kulturystyki, od ludzi spotkanych w siłowni ale też z kulturystycznych stron internetowych i podobnych im źródeł, nie wypracowałem sobie jednak konkretnego schematu. Znam ćwiczenia odpowiednie dla danej grupy mięśniowej i od samego początku mniej lub bardziej szczegółowo poznawałem fizjologię i anatomię mięśni pod kątem procesów zachodzących podczas ćwiczeń, ułatwiając sobie decyzję o wyborze grupy mięśni, nad jaką mam pracować danego dnia żeby się nie przetrenować, ale nie mogę powiedzieć, że trzymam się, czy kiedykolwiek trzymałem się jakiegoś programu.

Podaj jakieś powszechne przesądy na temat weganizmu.
Że jest trudny. Każdy, komu o nim mówię argumentuje w stylu ?Nigdy nie mógłbym zrezygnować z mięsa, mleko jest dla mnie niezbędne?, że weganizm jest niemożliwy, no chyba że w wykonaniu garstki takich jak ja wariatów, którzy chyba na głowę upadli rezygnując całkowicie z jaj, mięsa i nabiału. Ale jak już się przestawisz, to weganizm jest równie bezproblemowy jak twoja poprzednia dieta (pewnie zła). Wyrabiasz sobie nawyki dzięki którym jedzenie po wegańsku nie wymaga wiele zachodu (jak na przykład sprawdzanie na opakowaniach, czy produkty nie zawierają substancji pochodzenia zwierzęcego. Po prostu powiedziałem sobie, że nie wolno mi spożywać produktów zwierzęcych, więc muszę sprawdzać skład przy każdych zakupach). To nie jest jakaś heroiczna walka, jaką przedstawiają niektórzy, szczególnie nie jest nią niejedzenie mięsa. Nawet jeśli zdaje ci się, że nie przeżyjesz bez smaku umami na języku, za co wcale cię nie potępiam, to istnieje całe mnóstwo zdrowych wegańskich substytutów, którymi możesz ?ułagodzić bestię?. Wszystkie wymówki brzmią jak usprawiedliwienie dla mojego starego stylu odżywiania. Na okrągło 48-uncjowe (1,3 kg) steki, jak na zawodach w jedzeniu, i wszystko inne do tego. Moja miłość do mięsa była wielka...a teraz jeszcze większą satysfakcję odczuwam w związku z rezygnacją z mięsa.

 

 

Co doradziłbyś osobom, które rozpoczynają właśnie przygodę z weganizmem lub podejmują trening?
Nie poddawaj się, nawet jeśli początki wydaja się dla ciebie za trudne. Badanie nad zachowaniami ludzkimi wykazały, że aby dana czynność w sensie psychologicznym stała się nawykiem, należy ją konsekwentnie powtarzać przez minimum 21 dni. Z początku może być ciężko, ale trzymaj się. Wygraj walkę o lepszego siebie.


Additional information